Andrzej Maleszka u Książniczek

Książniczki
2 marca 2021

Kiedy stworzysz coś naprawdę dobrego dla dzieci to budujesz cząstkę ich wyobraźni. Robisz coś, co zostaje na zawsze. To oznacza wielką odpowiedzialność za to co się pisze.

Czy Pana ołówek do pisania nie został przypadkiem zrobiony z Magicznego Drzewa?

Skąd wiedziałyście, że piszę ołówkiem? Szkicuję nim pierwsze wersje powieści. Potem używam komputera. Ten ołówek nie jest magiczny, ale i tak jest fajny, bo można nim rysować. W trakcie tworzenia powieści nieustannie rysuję postaci i różne zdarzenia. Ale pytanie pewnie miało znaczyć: ”Czy istnieje przedmiot który pisze za mnie?” Gdybym miał taki przedmiot, to wrzuciłbym go do ognia. Bo tworzenie opowieści jest fascynujące. Moment gdy siada się nad pustą kartką jest doznaniem niezwykłym. Ołówek, który pisałby za mnie, byłby moim największym wrogiem. Ale to niezły pomysł na tom „Magicznego drzewa”. Taka walka ze złośliwym ołówkiem, który chce zmienić mój tekst. W nocy coś wykreśla, coś dopisuje…


Powiedział Pan kiedyś, że jesteśmy dziećmi dopóty, dopóki wierzymy, że świat jest dobrym miejscem do życia. Czy Pan jest jeszcze dzieckiem?

Dorosły nie może być dzieckiem. Jak zacznie udawać dziecko to stanie się śmieszny. Chodziło mi o to, by zachować naturalną ciekawość, którą mają dzieci. Wielu ludzi zachowuje ciekawość do końca życia a inni ją tracą. Czemu tracą? Bo w dzieciństwie okłamano ich, że świat jest tylko zły i groźny. Więc nie próbują niczego nowego, boją się ryzykować. W „Magicznym drzewie” często pokazuję bohaterów w trudnej sytuacji. Ratują się, kiedy dostrzegą nowe możliwości. Gdy odważą się sprawdzić, co jest za tajemnymi drzwiami. To ciekawość decyduje o tym jak żyjemy. Gdy ją stracimy, nasze życie staje się jałowe. To nie dotyczy tylko artystów czy naukowców. To dotyczy każdego. Dzieci są świetnymi czytelnikami, bo nie straciły ciekawości. Prawie wszystkie chcą wędrować do nieznanych światów.

Czy książki z cyklu "Magicznego drzewa" powstają po to, żeby dzieci uwierzyły w magię? Mamy tutaj na myśli: siłę wewnętrzną, wiarę we własne możliwości i zapał do działania?

Fantastyka dla dzieci i dorosłych znaczy coś innego. Dorośli rysują twardą granicę między codziennością a filmem czy powieścią. Mówią: „Fajna bajka ale prawdziwy świat to nudna praca i kłopoty”. Nie dostrzegają, że to co było fantazją, teraz jest codziennością. Baśniowy Alibaba mówił: „Sezamie otwórz się”, teraz naciskamy guzik w pilocie i otwieramy bramę… My, dorośli, często blokujemy nasze tęsknoty. Zanim czegoś spróbujemy, mówimy: „to niemożliwe”. Dzieci myślą inaczej. Fascynuje je pytanie: „Co by było, gdyby…?”. Bo dzieci czują, że gdy dorosną, świat będzie inny. W „Magicznym drzewie” dzieci chcą oglądać siebie w niezwykłych sytuacjach. To ich trening wyobraźni. Fantastyczne możliwości jakie dostają bohaterowie, to tak naprawdę ich własna siła. Ja tylko ją uruchamiam. Przedmioty bywają tu cudowne, ale działają, gdy ktoś ma odwagę ich użyć. Jak działają, zależy od mądrości lub głupoty bohatera. W powieści „Stwór” mała bohaterka wyczarowuje puszkę z groźnym stworzeniem. Chce by ukarał jej przeciwników. Ale kiedy uwalnia tę groźną siłę, to wpada w tarapaty. Bo chwila emocji często decyduje o naszej przyszłości. To ważne sprawy o których z czytelnikami rozmawiam. Ale chcę też, by moje powieści były radosnymi i pełnymi przygód historiami.

Pisanie dla dzieci to niełatwa sprawa, bo to wymagający i krytyczni czytelnicy. Jednak wybrał Pan tę drogę. Czy może to ona wybrała Pana?

To mój świadomy wybór. Dlaczego? Powiem tak. Kiedy tworzysz film lub powieść, poświęcasz na to wiele lat. Więc myśl, że ktoś przeczyta to w kilka dni i zapomni w kilka minut, jest przygnębiająca. A dotyczy to nawet najlepszych filmów czy książek. Tak działa pamięć ludzi dorosłych. Jest przepełniona, więc na nowe sprawy brakuje miejsca. A dobra opowieść dla dzieci zostaje w nich na całe życie. Obejrzałem setki filmów a najbardziej pamiętam te, które widziałem w dzieciństwie. Z książkami jest to samo. Kiedy stworzysz coś naprawdę dobrego dla dzieci to budujesz cząstkę ich wyobraźni. Robisz coś, co zostaje na zawsze. To oznacza wielką odpowiedzialność za to co się pisze.

Czy wierzy Pan w przeznaczenie?

To temat na pięciotomową książkę. Więc odpowiem tylko w jednym aspekcie. Czy uważam, że geny albo nasze pochodzenie decydują o całym życiu? Nie! Kiedy słyszę coś takiego to jestem naprawdę zły. To my decydujemy! Jasne, nie w stu procentach. Jednym jest łatwiej, inni mają pod górkę Ale jeśli pozbędziemy się strachu przed nieznanym, to możemy z naszym życiem zrobić wiele rzeczy. Jestem przeciwny systemom edukacyjnym, które wcześnie określają do czego dziecko się nadaje. Mówią siedmiolatkowi: ty będziesz piłkarzem, ty fizykiem a ty nikim. To by znaczyło, że Messi nigdy nie grałby w piłkę (bo ma genetyczną wadę wzrostu) a Stephan Hawking nigdy by niczego nie odkrył. Wszyscy mamy niesamowity potencjał. Energię którą możemy użyć na wiele sposobów. Nie pozwólmy, żeby algorytmy decydowały o naszej przyszłości. Bohaterowie „Magicznego drzewa” znajdują cudowne przedmioty, które pozwalają im robić niesamowite rzeczy. Ale to oni decydują jak ich użyć.


Czy cykl o "Magicznym Drzewie" to trochę niekończąca się opowieść?

Fenomenem „Magicznego drzewa” jest wciąż wzrastająca popularność. Niektórzy czytelnicy są młodsi niż pierwszy tom powieści! Książki są tłumaczona na wiele języków. To żywy i pełen energii projekt. To nie jest seria z powtarzanymi motywami. Każdy tom jest czymś nowym, zaskakującym. To moja gra z czytelnikiem. Mówię: zobaczysz, że cię zaskoczę. Dzieci nie mogą się doczekać nowego tomu, bo wiedzą, że zawsze oznacza niespodziankę. Dumny jestem też z tego, że po te powieści sięgają dzieci, które mówią ”Nienawidzę czytać!”. A potem czytają pięćset stron ”Magicznego drzewa” i łapią bakcyla czytania. Współczesna generacja dzieci jest niezwykła. Są bardzo inteligentne, błyskawicznie chłoną informacje. Swobodnie poruszają się w świecie mediów. To fantastyczni czytelnicy.

Pandemia zamknęła dzieci w domu, przed komputerami. Czy książki to jakieś remedium na ten trudny czas?

Pandemia dotyka dzieci mocniej niż dorosłych. Klimat strachu uderza w nie bardziej. Dlaczego? Bo my, dorośli mamy w pamięci dekady normalnego świata. A np. pięciolatek spędził jedną piątą życia w świecie zamaskowanych ludzi i uwięzienia. Najgorsze dla dziecka jest to, że wirus jest niewidoczny. Gdyby po świecie grasowała wielka Godzilla, to strach byłby mniejszy. Olbrzyma widać, można go pokonać albo uciec. A niewidoczny przeciwnik budzi lęk. Dlatego trzeba opowiadać im historie, w których zagrożenie ma konkretną postać i zostaje pokonane. Ale najlepsze lekarstwo to bliskość, wsparcie w domu i rozmowa o tym co się dzieje.

Czy w czasie pandemii uciekamy w świat fantazji? Czy wręcz przeciwnie – twardo stąpamy po ziemi i uczymy dzieci tego samego?

To źle postawiona alternatywa. W czasie pandemii to wyobraźnia daje szansę na zwycięstwo. Nadeszło nieznane zagrożenie więc tylko ludzie z wyobraźnią mogą znaleźć rozwiązanie. To nie jest uciekanie w świat fantazji. Po prostu stanęliśmy przed czymś nowym. Dawne doświadczenia niewiele podpowiadają. Musimy uruchamiać wyobraźnię i wymyślać nowe rozwiązania. To nasza broń. Tylko my, ludzie, mamy wyobraźnię. Wirusy jej nie mają. To daje nam przewagę.


Jakie książki lubił Pan czytać w dzieciństwie?

W dzieciństwie miałem kilka ulubionych książek: Pinokia i powieści Nesbit, potem powieści Vernego i Lema, i dużo książek podróżniczych, zwłaszcza Tratwę Kon-tiki.

Czy „Magiczne drzewo” książka i film zrosły się już w jedno?

Ilustracje w „Magicznym drzewie” to nie są zdjęcia. To skomplikowane cyfrowe obrazy. Tworzę je specjalnie dla każdej powieści. Zapraszam aktorów: dzieci i dorosłych, do studia. Robimy im tysiące zdjęć. Używając oprogramowania, umieszczam aktorów w fantastycznych światach, gdzie spotykają różne stwory i wędrują przez niezwykłe krainy. Dla czytelników te ilustracje są ważne. Tworzą osobisty kontakt z bohaterami i pobudzają wyobraźnię. Fascynujące jest to, że większość aktorów to czytelnicy „Magicznego drzewa”. Znajduję ich w trakcie spotkań autorskich i zapraszam, by zagrali postaci z powieści. W ten sposób czytelnik może znaleźć się w środku książki. Chyba nikt inny nie tworzy tak ilustracji.


Co ważnego chce Pan przekazać czytelnikom w swoich książkach?

By ufali, że mają więcej sił i zdolności, niż im się wydaje.

Pytanie od Hani (lat 11): Czy wierzy Pan, że ta historia mogłaby naprawdę się zdarzyć? Ona uważa, że to bardzo prawdopodobne ;)

Wiele sytuacji z „Magicznego drzewa” może zdarzyć się w przyszłości. Kiedyś nie mogliśmy latać, teraz to codzienność. W powieści „Stwór” dziewczyna mówi w języku kotów i nikt jej nie rozumie. A przecież to często się dzieciom zdarza. Próbują coś wytłumaczyć rodzicom, a oni nie chcą ich wysłuchać i zrozumieć. I wcale nie trzeba w tym celu mówić w kocim języku. W innej scenie bohaterka staje się mała jak mysz. Jasne, że w sekundę nie można się tak zmniejszyć. Ale jedenaście lat temu Hania była dwa razy mniejsza i wciąż rośnie. Zanim skończy czytać ten tekst, będzie odrobinkę większa. Więc nasze rozmiary nieustannie się zmieniają. Wiedzą o tym rodzice, bo nieustannie muszą kupować dzieciom większe rzeczy.

Pytanie od Julka (14 lat): W jaki sposób książki mogą ustrzec przed pułapkami myślenia?

Pytanie nawiązuje do książki „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana. Ja uważam, że czytanie pomaga trenować wyobraźnię. A wyobraźnia rodzi ciekawość. W tym sensie książki chronią nas przed pułapką myślenia, że wszystko już wiemy.


książki z cyklu Magiczne drzewo można kupić ---> tu