Władza sieci

Książniczki
7 października 2018

Kto ma władzę w sieci nad wyobraźnią czytelnika?

Jak można mówić o książkach i kto ma do tego prawo? Gdzie w debacie o literaturze jest miejsce blogerów książkowych? Jaką rolę odgrywa zbudowana wokół wielu blogów społeczność? I kto tu ma nad kim władzę - bloger nad autorem, odbiorca nad blogerem czy może wszyscy jakoś wzajemnie się szachują? Do niezwykle ciekawej dyskusji na te tematy zaprosiła nas podczas Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania Agnieszka Wolny-Hamkało. O tym kto w sieci „trzyma władzę“ pierwszego dnia rozmawiali blogerzy – Marcin Wilk z Wyliczanki oraz my, Książniczki. Drugiego dnia do dyskusji zaproszeni zostali krytycy literaccy – Anna Marchewka, Zofia Król, Roman Kurkiewicz oraz Przemysław Czapliński.


Jak się można domyślić, zgody co do głównych kwestii nie było. Zastanówmy się więc przez chwilę nad złożonością tej dyskusji o samym medium i tym, jaki burzy ono porządek. Internet oraz sposób jego wykorzystywania sprzyja powstawaniu światowej kultury bez granic. Docieranie do treści stało się przecież tak łatwe jak nigdy dotąd. I dotyczy to niemal wszystkich rodzajów treści - informacyjnych, edukacyjnych czy rozrywkowych. Internauci mogą przeczytać wszystkie teksty krytyczne uznanych krytyków, ale mogą też wejść na bloga i pooglądać zdjęcia okładek książek.

fot. Rafał Komorowski

Z internetem związana jest też eksplozja indywidualnej kreatywności. Globalna sieć sprzyja bowiem nowoczesnemu wytwarzaniu kultury, zastępując podział na tych, którzy tworzą, i tych, którzy korzystają z tego, co wykreowali inni. Zmienia też relację łącząca pierwszych z drugimi, a więc artystów i twórców z widzami, odbiorcami. Dawno przestało być tak, że prawo do mówienia mają tylko ci pierwsi, a rola drugich sprowadza się do biernego odbioru tego monologu. Dziś odbiorca nie tylko może wchodzić z twórcą w dialog, ale wręcz brać udział w całym procesie tworzenie. Bo proces ten nie kończy się z chwilą, gdy artysta czy pisarz po raz pierwszy „wypuszcza swoje dzieło w świat”. Według socjologa kultury prof. Marka Krajewskiego „każdy akt konsumpcji jest również aktem produkcji, ponieważ w jego efekcie powstaje to, co decyduje o sposobie używania dóbr dostarczonych przez producentów – znaczenia”. Inny wybitny badacz kultury Pierre Bourdieu przekonywał, że tradycyjnie pojęty, hierarchiczny podział na twórcę i odbiorcę, wyznaczał też stopień społecznego szacunku. Sztuka - jak zauważył Bourdieu - była kiedyś zajęciem klas uprzywilejowanych, które posiadały już wysoki poziom kapitału kulturowego. Oznaczało to umiejętność korzystania z dóbr kultury w taki sposób, jak zaplanowali to ich twórcy.


Dziś jednak miliony ludzi poświęcają wiele czasu na tworzenie blogów, serwisów fotograficznych oraz na dyskusje na różnego rodzaju forach. Każdy kto chce, może się włączyć w budowanie sfer życia, które dotąd były dostępne dzięki wiedzy eksperckiej, hierarchicznym strukturom i profesjonalnym instytucjom. U podstaw tego działania nie leży też żaden plan, strategia, czy projekt, ale spontaniczność prawdziwie oddolnych procesów. To prawda, że znaczna część tej twórczości jest całkowicie amatorska, ale nie da się ukryć – kreatywności i twórczego zapału uczestnikom tego nowego zjawiska nie brakuje. Znajduje ono również wielu odbiorców. Czy jest w tym coś złego? Naszym zdaniem nie. Jednak klasycznej krytyce trudno pogodzić się z tym, że osoby bez odpowiednich „kompetencji czytelniczych” mówią o książkach i je polecają. Nie wiadomo jednak jakie są kryteria tych kompetencji. Wiadomo, że tylko nieliczni dostępują zaszczytu ich posiadania. Czy my mamy te kompetencje?


Opowiadać o literaturze można różnie. Analityczne głosy eksperckie są ważne, ale czy przeciętny czytelnik chce ich słuchać? Według wszelkich badań nie słucha i to nie tylko z braku owych „kompetencji czytelniczych”. W kraju, w którym tak mało osób czyta wydaje nam się, że blogerzy książkowi fantastycznie przyczyniają się do popularyzacji czytania. I to czytania dla przyjemności – podejścia, którego wciąż jeszcze bardzo brakuje. „Świetnie mi się czytało, fajna książka, warto!” – jeżeli komuś nie wystarcza taka rekomendacja może poszukać dłuższej recenzji, tekstu krytycznego bądź pogłębionej analizy. W internecie znajdzie wszystko. Marcin Król z Wyliczanki podkreślił w trakcie dyskusji, że zebrał wokół swojego portalu grupę osób o podobnej wrażliwości czytelniczej i dzieli się z nią swoimi rekomendacjami. My mamy podobnie i szanujemy każdego czytelnika, tego, który wielbi Javiera Mariasa i odbiorców popularnej literatury gatunkowej. Celem blogerów jest promocja czytania i zachęcanie do sięgania po ciekawą książkę każdego dnia. Wyrafinowanym czytelnikiem może stać się tylko ten, który czyta i lubi to! Krytycy powinni zrozumieć, że grają z blogerami do jednej bramki. Nie obrażać się na zasięgi i klikalność. Nie lekceważyć. Dobrze, że są blogi i dobrze, że jest krytyka. Im większy pluralizm i wolność mówienia o książkach, tym lepiej!