Dave Hutchinson u Książniczek

Książniczki
23 kwietnia 2018

Szpiedzy, przemytnicy, tajne organizacje i nowe państwa, czyli profetyczna wizja rozpadu Europy według Hutchinsona

Czy naprawdę Pan myśli, że Pałac Kultury w Warszawie powinien być różowy?

Jak najbardziej! Uważam, że powinniście mieć jakieś referendum na ten temat (śmiech). Kiedy pierwszy raz przyjechałem z żoną do Warszawy i szliśmy z Dworca Centralnego, odwróciłem się. I nagle zobaczyłem coś wielkiego, i monstrualnego przede mną. Żona wytłumaczyła mi, co to jest. No i rzeczywiście Pałac Kultury się wyróżnia! Ale stwierdziłem, że jeśli zostanie pomalowany na różowo, będzie tak okropny, że nikt nie będzie na niego zwracał uwagi. Naprawdę myślę, że różowy wyglądałby super!

Strzeżone granice, paszporty, przemyt - to nas czeka w Europie?

Tak. Już teraz widać, że Węgry i Austria mocno wzmocniły swoje granice. Wyraźnie zaczyna się rysować podział na północną i południową Europę, zarówno pod względem fizycznym, jak i ekonomicznym. Dodatkowo z granicami jest tak, że jak ktoś sobie taką granicę postawi, to wszyscy chcą je mieć.

Pisał Pan swoją książkę w latach ’90, kiedy idea złamanej Europy była czystą fikcją, a o książce mówiono, że to dystopia. Dziś po Brexicie rozłam stał się faktem.

Tak naprawdę to jestem zły na tę sytuację, a nawet przerażony. Kiedy pisałem „Europę jesienią”, tak podzielona Europa była dla nas niewyobrażalna. Brexit mnie osobiście bardzo dotknąłi obawiam się, że ten gniew na ten rozłam Europy mi nie przejdzie. Umrę zły z tego powodu. Czy jestem wieszczem? Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że gdybym miał tak dobrą intuicję, to byłbym w stanie przewidzieć coś weselszego.

Może to jakaś przerażająca pisarska intuicja?

W polskim wydaniu mojej książki jest oryginalna okładka. Jest na niej przedstawiona mapa Krymu. Kiedy pierwszy raz pokazałem tę okładkę, czytelnicy mówili, że powinna tam być północna czy centralna Europa. Książka wyszła w momencie, kiedy zaczęła się aneksja Krymu przez Rosję. Niektórzy byli zszokowani tą koincydencją i uważali, że to szczęście tak przewidzieć przyszłość. Odpowiadałem, że na Krymie giną ludzie, to jak mam być z tego zadowolony. Jestem wkurzony! Nie da się ukryć, że ten zbieg okoliczności, bo był to zbieg okoliczności, a nie moja zdolność przewidywania przyszłości, w jakiś sposób wpłynął na odbiór tej książki i na jej popularność. Ale nie jestem z tego zadowolony, zdecydowanie wolałbym, żeby do aneksji Krymu, czy Brexitu nie doszło.


„Europa jesienią” już w pierwszej scenie jest multikulturowa: Węgrzy w polskiej knajpie, gdzie szefem kuchni jest Estończyk.

To była świadoma decyzja, żeby od pierwszej strony było wiadomo, że ta książka jest o multikulturowej i kosmopolitycznej Europie, w której ludzie się przemieszczają. Chciałem, żeby czytelnik nie był później zdziwiony, że poruszamy się po różnych częściach Europy, że podróżujemy z bohaterami. Moja Europa nie jest homogeniczna.

Pisze Pan: „Polaków najbardziej uszczęśliwi, gdy wysłuchawszy, jak ktoś im mówi, co mają robić, robią zupełnie na odwrót.” Skąd to wyobrażenie o stereotypach narodowościowych - to prowokacja czy Pana doświadczenia?

Tak naprawdę, to zdanie powiedział mi kiedyś mój polski przyjaciel. Od tego czasu stwierdziłem, że jednak coś w tym jest. Wydaje mi się, że wielu Polaków jest upartych i nie lubią, jak ktoś im mówi, co mają robić, a czasami, jak ktoś im coś powie, to specjalnie robią wbrew.

Czy to nie jest cliché?

Być może, ale to nie znaczy, że nie jest to do końca prawdziwe, że nie ma w nim jakiegoś ziarna prawdy… Żeby nie było wątpliwości, ja bardzo lubię Polskę i Polaków, a ten opis pada z ust mojego bohatera Rudiego. On nie jest Polakiem, jest kimś z zewnątrz.

Są pewne elementy polskiej osobowości, które być może ukształtowane zostały przez polską historię. Przez to, że Polska nie istniała przez ponad sto lat, to wpłynęło na pewien upór, na niechęć do wykonywania poleceń. Moja żona jest Polką i jak mnie pyta, co ma zrobić i ja odpowiadam w dobrej wierze, to ona robi zupełnie co innego (śmiech). Spotkałem też kilku Polaków, którzy mieli w miarę podobne podejście do życia. Być może Polacy tego nie widzą u siebie, być może to trzeba zobaczyć z zewnątrz, ale coś w tym jest. Może to jest właśnie wynikiem historii, a może ja miałem takie szczęcie, że trafiłem na tych upartych.

Problem bezpieczeństwa w UE, przynależności, tożsamości pojawia się w Pana książce, ale pewnie też w Pana życiu - czuje się Pan Anglikiem, Brytyjczykiem czy Europejczykiem?

Czuję się tym wszystkim. Jestem jednocześnie Anglikiem i Europejczykiem. Nie widzę dlaczego jedno miałoby przekreślać drugie. Teraz w Anglii nasze obecne paszporty będą zastępowane starym wzorem, przez to czuję się, jakby ktoś chciałby mi zabrać część mojej osobowości, tego jak się identyfikuje. Czuję się europejczykiem, a tego chcą mi zabronić. Ktoś mi mówi, że mogę być albo jednym albo drugim.

Okazało się, przy okazji głosowania na Brexit, dla wielu osób był to problem, że wielu z nas uważa, że nie można być jednocześnie Europejczykiem i Anglikiem.

Brytyjczycy zawsze traktowali się jako coś odrębnego od reszty Europy. Jak się okazało, to nie zniknęło, było tylko ukryte, ale nie aż tak głęboko. Denerwuje mnie bardzo ta sytuacja z Brexitem między innymi dlatego, że czuję się Europejczykiem, a takie osoby jak Nigel Farage mówią mi, że nie mogę być Europejczykiem, skoro jestem Brytyjczykiem.

Myśli Pan, że grozi nam całkowity rozpad Europy i jedności UE?

Myślę, że to jest bardziej prawdopodobne niż było, kiedy zaczynałem pisać „Europę jesienią”. Jeśli Brexit okaże się sukcesem, to może to być początkiem dalszej fragmentacji Unii Europejskiej. Są kraje, które czekają na rozwój sytuacji w Wielkiej Brytanii. Chciałbym wierzyć, że Europa będzie dalej zjednoczona, że będzie jednością, ale nie da się ukryć, że stoją przed nami bardzo poważne wyzwania. I to wyzwania, których twórcy idei europejskości nawet nie przewidzieli. Nikt nie przewidział tego, że jakiś kraj będzie chciał Unię opuścić. Do tego mamy problem z uchodźcami, który będzie się tylko nasilał. Wydaje mi się, że nie zależnie od tego w jakiej formie UE przetrwa, to jak będzie wyglądała, bardzo trudno przewidzieć.

Jeden z bohaterów mówi: „Ścieżki życia są nieskończenie różnorodne” - jak to się stało, że został Pan pisarzem?

Tak na prawdę nie wiem. Zawsze lubiłem czytać. Predyspozycji genetycznych do bycia pisarzem żadnych nie mam.Mój ojciec był rzemieślnikiem, moja matka pracowała w domu, mój brat jest stolarzem, a ja… zawsze chciałem pisać! Zawsze miałem tą potrzebę i nie wiem dlaczego. Dużo osób pyta mnie o to i czasem się zastanawiam, czy nie powinienem wymyślić jakiejś fajnej historyjki, żeby to jakoś zobrazować, ale nie mam jednego punktu, który był jakimiś przełomem. Zacząłem pisać jak miałem 10 lat i do tej pory nie wiem dlaczego.


Pisał Pan „Jesień” jako hobby przez trzynaście lat? Teraz jest Pan zawodowym pisarzem, jakie ma Pan więc hobby?

Teraz nie mam już żadnych hobby, tak się złożyło. Pisanie tej powieści to rzeczywiście było dla mnie hobby, pisałem ją po kawałku.

Zaczęło się od tego, że jedno z moich opowiadań znalazło się w zbiorze opowiadań i na premierze tego zbioru pewien wydawca podszedł do mnie i spytał, czy mam coś dłuższego. Oczywiście odpowiedziałem mu, że tak i że już kończę. Rok później ten wydawca zadzwonił z pytaniem o książkę, wtedy w ciągu trzech tygodni udało mi się ją skończyć, a byłem w połowie (śmiech).

Pisanie tej książki, to była sama przyjemność, bo nie miałem stresu, a czytelnicy oczekiwań. Przy kolejnych książkach zawsze chcę, żeby następna była równie dobra jak poprzednia, a to jest najtrudniejsze. Ogólnie pisanie jest dla mnie trudne i nie przychodzi mi łatwo.

Główny bohater to szef kuchni, Pan lubi gotować?

Tak, większość posiłków w domu ja gotuję. Interesuje mnie też praca w profesjonalnej kuchni. Praca szefa kuchni bardzo mnie interesuje. Lubię gotować i lubię jeść.

A lubi Pan polską literaturę?

Nie czytam dużo polskich książek, też dlatego, że przez wiele lat tłumaczenia były bardzo trudno dostępne. Przeczytałem Lema, ale w tłumaczeniu z francuskiego i podobno nie jest ono najlepsze.

Mam w domu angielskie wydanie "Trylogii", parę razy do niej podchodziłem, ale to było dla mnie duże wyzwanie. Widziałem "Potop" z Olbrychskim. Ten film zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. A jak już o polskim filmie mowa, to przyznam, że bardzo lubię Kieślowskiego. Teraz idąc przez Warszawę pomyślałem sobie, że ta Warszawa, którą opisywałem, to jest Warszawa z "Dekalogu" Kieślowskiego. On bardzo wpłynął na moją wizję tego miasta.

Chciałbym przeczytać Sapkowskiego, o którym wiele słyszałem, ale ja trochę nie mam czasu na czytanie. Od trzech lat jestem w jury w stowarzyszeniu pisarzy kryminałów, przez ostatnie osiem miesięcy przeczytałem dwieście książek (108 Science fiction i 93 kryminały). Muszę odpocząć!


  • Dave Hutchinson, Europa Jesienią, Rebis


Pierwszy tom cyklu "Pęknięta Europa” ---> TU

kolejne w przygotowaniu: Europa o północy, Europa w zimie