Alice i Olvier, czyli nowe Love Story

Książniczki
19 marca 2018

Najgorsza z chorób lubi mieszać miłosne szyki

Musisz nauczyć się żyć, nie znając wszystkich odpowiedzi. Zaakceptować niepewność. Musisz być dzielna dla męża i córki. Tak powtarza sobie Alice, która trafia do szpitala w Święto Dziękczynienia. Jest słaba, ma gorączkę i... zero białych krwinek. Diagnoza białaczki brzmi jak wyrok śmierci, a mleko zatrute chemioterapią nie może być już pokarmem dla jej malutkiej córeczki Doe. Z młodej, silnej i pełnej życia osoby, Alice staje się pacjentką z rakiem. Jest słaba i zależna od innych, a jeszcze chwilę temu czuła się młoda, piękna i niezniszczalna. Na szczęście ma przy boku męża, który ją kocha i wspiera.


Zazwyczaj myślimy o zdrowiu, jak o czymś oczywistym. Danym nam raz na zawsze. Książka Charlesa Bocka "Alice i Olivier" sprawia, że staje się ono wartością i cennym darem. To wnikliwa i poruszająca opowieść o walce. Z chorobą, ze swoją słabością, z lekarzami i prawem medycznym w USA.

Historia choroby i drogi do zdrowia Alice jest wyboista i długa. W leczeniu wspiera ją mąż, przyjaciele i pacjenci, których poznaje w szpitalu. Narracja przerywana jest medycznym studium ich chorób. Ten zabieg uświadamia niebywałą skalę chorób nowotworowych. Jej niszczący wpływ na życie bliskich chorego, ale też ukazuje wiele wad systemu opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych.

"Alice i Olivier" to też opowieść o miłości, która zostaje wystawiona na najgorszą możliwą próbę. O załamaniach, trudach i bolesnych momentach, które są jak lustro związku. Autorowi udało się nie popaść w tkliwość, a jednocześnie stworzyć powieść poruszającą i przejmującą, w której nie brakuje humoru.

Książka Bocka opiera się na prawdziwych wydarzeniach. Pierwsza żona autora, Dianie Joy Colbert, umarła na białaczkę po ponad dwuletniej walce z chorobą. Autor przy pisaniu wykorzystywał jej notatki, a za cel postawił sobie chęć pokazania umiłowania i woli życia ukochanej.

Charles Bock, Ailce i Olivier, W.A.B. 👑👑👑👑


Jej plan zakładał czytanie bajek przed snem, karmienie dziecka z butelki i leżenie w ciemności do czasu, aż Doe przestanie się wiercić. Miała zgłosić się o szóstej, na wypadek gdyby potrzebny był zabieg otwarcia dojścia centralnego. Potem zrobi się ósma. Zamierzała słuchać oddechu i pochrapywania dziecka, dopóki tylko zdoła uleżeć ze śpiącą córeczką i wpatrywać się w nią. Potem wyjdzie do salonu. Przytuli się do Oliviera na sofie, skończy pakowanie i podejmie na nowo rozmowę. Będą rozmawiali do późna w nocy, a ona będzie się zwierzała mężowi, niosąc mu przy tym pocieszenie. Nienawidziła siebie za to, że choroba tak bardzo wytrąciła go z równowagi.

Książka polecana przez Warszawskie Koło Polskiego Towarzystwa Biblioterapeutycznego dla osób mierzących się z chorobą nowotworową.